facebook

Punkty w Nurcu, forma gdzieś daleko

Husar nie zwykł tracić w Nurcu bramek, za to strzela całkiem chętnie. Regularnie, seriami po pięć, po osiem. Stąd skromne 2:0 w meczu z Iskrą pozostawiło niedosyt wśród rozpieszczonych kibiców. Co prawda wyszarpane z błota stachanowską pracą trzy punkty mają identyczną wartość jak te zdobyte grą finezyjną pełną powabnych ruchów i efekciarskich sztuczek, jednak Husar przyzwyczaił do pewnych standardów, a forma piłkarzy w ostatnim meczu zdecydowanie od nich odbiegała.

Z tą formą to taka dziwna sytuacja. Bywa kiedy mówi się „jest bo była”, a tak naprawdę nie wiadomo. Szczególnie kiedy odwołują kolejne kolejki bo zima przeciąga się w nieskończoność, z okresu przygotowawczego można zrobić cztery okresy, a tegorocznym śniegiem obdarować pół Afryki. Do tego puaz w lidze jest więcej niż meczów, a sparingów nie ma gdzie grać. Teraz już wiadomo. Należy jak najszybciej zapomnieć o malutkim orliczku i murawie równiutkiej jak stół, a czym prędzej przystosować się do gry na pełnowymiarowym placu dziurawym i nierównym. Swoją drogą, jeśli po boisku Husara nie przejedzie wałeczek to nawet, gdy wróci Romeczek, może nie być brameczek.

A teraz już tylko o meczu. Husar rozpoczął to spotkanie bez Kowalczyka w bramce, Gronowskiego w środku pola i Pawluczuka w ataku, za to z uleczonym Jezierskim. Pogoda jak to pogoda, mokra i ponura, zachęcała do walki. I faktycznie pierwsze minuty spotkania to głównie orka w środku pola, naciągane faule i zbyt drobiazgowy pogląd pana sędziego na pewne kwestie. Co za tym idzie, wiele przerw w grze i nic nieznaczących rzutów wolnych. Dopiero po upływie 15 minut zawodnicy Husara przejęli kontrolę i starali się konstruować sensowne akcje. Sensowne w miarę możliwości zdecydowanie ograniczonych stanem murawy. W środku pola dobrze radziła sobie para Jezierski – P. Grzyb, na lewej flance szalał A. Miler, na prawej równie groźny Wawrzyniak, ale brakowało ostatniego podania lub wykończenia akcji (Roman, pozdrawiamy!). Najlepszą okazję w tym fragmencie spotkania zmarnował Nikiforuk. Jezierski idealnie podciął piłkę nad obrońcami gości, Daniel znalazł się w wyśmienitej sytuacji, jednak lobując bramkarza trafił w spojenie słupka z poprzeczką. Raptem kilka minut później padła pierwsza bramka tego spotkania. Bardzo dobrze do akcji ofensywnej podłączył się starszy z Milerów. Po wymianie piłki z młodszym bratem popędził lewą stroną i dograł futbolówkę wprost na stopę Tararują, któremu nie pozostało nic innego, jak umieścić ją w siatce. Jeszcze do przerwy dwukrotnie niegroźnie uderzał Wawrzyniak oraz dwukrotnie groźnie P. Grzyb. A w 40 minucie po faulu na A. Milerze żółtą kartkę otrzymał Jezierski. Możemy się tylko domyślać, że rozgoryczenie i ostentacyjne protestowanie przeciw decyzji sędziego wynikało z faktu, że w momencie, kiedy od tyłu równo z trawą wycinany był A. Miler, arbiter wymieniał zalotne spojrzenia ze swoim asystentem i faulu zwyczajnie nie widział. Do przerwy 1:0, przewaga miejscowych i jedna groźna sytuacja przyjezdnych po indywidualnym błędzie D. Wielogórskiego.

Druga połowa rozpoczęła się od zmiany w bramce Husara. Kościuk to nie jest gość, który będzie tracił czas na głupoty. Nie chcieli mu strzelać, nudził się, więc poprosił o zmianę. Trener Rokita nie taki, żeby robić problemy, szczególnie, że Nowicki też bronić potrafi. Ba, kiedy nie ma strzałów jest bezbłędny. W tym spotkaniu zagrał bardzo pewnie mimo, że roboty miał zdecydowanie więcej niż jego poprzednik. Nie tak znowu ogromnie wiele ale więcej. Zarobił nawet żółtą kartkę, kiedy musiał interweniować przed polem karnym po nieporozumieniu z D. Wielogórskim. Warto dodać, że wcześniej wynik na 2:0 strzałem z rzutu wolnego podwyższył A. Miler. Podwyższył i ustalił. Więcej bramek nie padło, a i ten lekko półśmieszny strzał Adasia dość szczęśliwie przełamał ręce bramkarzowi. Liczy się to co w sieci, kropka. Poza tym druga połowa była dość nudna. Uderzenia z dystansu zawodników Husara lądowały na świeżutkim łapaczu. Dorzuty z bocznych stref boiska niestety również. Większość akcji kończyła się w okolicach szesnastego metra, a jedyną wartą uwagi przeprowadził Mateusz Wielogórski, który debiutował w barwach nurzeckiego Husara. Wymienił z Nikiforukiem kilka podań na małej przestrzeni i gdy znalazł się w dogodnej sytuacji do oddania strzału, piłka podskoczyła na kępie i skiełzła mu ze stopy trafiając w boczną siatkę. W końcowych minutach na ataku poszarpał jeszcze Karol Fidut – kolejny debiutant, a D. Wielogórski poszarpał przeciwnika, za co otrzymał żółtą kartkę. Łobuz.

Husar pozostaje niepokonany na własnym terenie. Meczem z Iskrą zrobił kolejny krok w kierunku awansu. Ślamazarny to krok i trochę pokraczny ale zwiastun kolejnych, po których nabierze rozpędu. Jakiś mądry profesor futbologii powiedział kiedyś, iż klasowe drużyny rozpoznaje się po tym, że wygrywają również wtedy, kiedy im nie idzie. Tego się trzymajmy.

HUSAR – Iskra 2:0

Tararuj 35, A. Miler 50

HUSAR: Kościuk (Nowicki), Mikołajuk, K. Miler, D. Wielogórski, Zalewski, Wawrzyniak (Miszczuk), P. Grzyb (M. Wielogórski), Jezierski, A. Miler, Nikiforuk, Tararuj (Fidut)

Żółte kartki: Jezierski, P. Grzyb, Nowicki, D. Wielogórski


Autor: KJ | Dodano: 2014-04-30 12:39:32

Najbliższe spotkanie
Husar Nurzec Krypnianka Krypno

Data: 17.04.2016
Miejsce: Nurzec Stacja
Godzina: 14:00
Kolejka: 16
Ostatnie spotkanie
Tur II Bielsk Podlaski Husar Nurzec
2 0