facebook

Dużo szczęścia, jeszcze więcej rozumu

Husar ma takiego pecha, że kiedy przegra, musi długo czekać na okazję do rehabilitacji. Tak było kiedyś, tak było i tym razem. Po niefortunnej porażce w Dubiczach, przez trzy tygodnie nasi piłkarze kisili w sobie gniew i rozgoryczenie. Aż przyszła pora hitu. Hit – duże słowo, niech będzie „mecz na szczycie”. Przyszła pora meczu z Ciechanowcem w Ciechanowcu. Idealna okazja do przekucia wszelkich żalów w dobrą grę oraz zainkasowania kompletu punktów na trudnym terenie. Po dość ciekawym, w opinii wielu – bardzo ciekawym meczu, Husar zwyciężył 2:1 i dwoma punktami wyprzedza drużynę COKiS – u, która do tej pory rozegrała o jedno spotkanie więcej.

Do Ciechanowca z drużyną nie pojechali Nowicki i Mikołajuk. Pauzujący za nadmiar żółtych kartek, kapitan zespołu – Kamil Miler, obejrzał mecz z trybun, a nasz najlepszy snajper – Łukasz Pawluczuk, wyczarterowanym Boeingiem „19 bramek w 8 meczach” 747 dopiero zmierzał w kierunku Polski. Najważniejsze, że dotarł i już w najbliższym meczu zobaczymy go ponownie. Stąd w bramce Kowalczyk, na prawej obronie grający trener Rokita, Piotrek Grzyb przesunięty do środka obrony, młodszy z braci Wielogórskich tuż za napastnikiem, a Nikiforuk na prawej pomocy – tak z grubsza wyglądały roszady w zespole Husara.

I już na staracie obie drużyny dały sobie po razie. COKiS mocno, zamaszyście i niecelnie. Piłka po strzale z rzutu wolnego jedynie otarła się o poprzeczkę. Husar delikatnie, technicznie i niezwykle precyzyjnie. Piłka po strzale z rzutu wolnego wpadła do siatki. Zdobywcą bramki – Gronowski, wielka radość w zespole gości, mroczki przed oczami gospodarzy. I kiedy wszyscy spodziewali się huraganowych ataków na oszołomionego przeciwnika, Husar nie wykorzystał momentu słabości rywala. Aż w końcu COKiS doszedł do siebie i próbował nawet atakować, całkiem groźnie niekiedy. Prawda, że próby te ograniczały się do podań diagonalnych (walenia długiej) z linii obrony za linię obrony gości, jednak chwilami przynosiło to efekty, szczególnie w postaci rzutów rożnych. A rzuty rożne to rzuty rożne. Gdyby Husar umiał tak, jak nie umie, byłby mistrzem świata rzutów rożnych. Mistrzem nie jest, bo nie umie i za każdym razem musi drżeć ze strachu, a kibice razem. Szczęśliwie nie wydarzyło się nic złego, w dużej mierze dzięki wzorowej postawie Kowalczyka. Następnie mecz się wyrównał. Dogodną sytuację sam na sam zmarnował szybki i nieskuteczny Olszewski, a w odpowiedzi Adam Miler – szybki i lewo nożny, strzelał prawą – trafił w słupek. Pod koniec pierwszej części gry obejrzeliśmy jeszcze groźne uderzenie z dalszej odległości zawodnika gospodarzy, poczuliśmy ulewny deszcz i usłyszeliśmy potężne grzmoty. Doping kibiców z Nurca słyszeliśmy nieustannie. Jak zwykle zagłuszyli miejscowych. Co prawda nie mieli ciężko, bo miejscowych zagłuszyliby pewnie wędkarze z pobliskiego zalewu, ale jednak, liczy się.

Najważniejszą kwestią w szatni była mobilizacja na drugą część gry. Historia lubi się powtarzać, a historia występów Husara na ciechanowieckim terenie nie jest w porządku. Jesienią też do przerwy było kolorowo. Jak się skończyło, pamiętamy. Należało więc za wszelką cenę uniknąć błędów przeszłości.

Husar miał grać rozsądnie. Miał dominować ale bez szaleńczych gonitw. Miał być mądry i może nieco nudny. Taki był. Wiało rześkim wiatrem i przemyślaną nudą. To COKiS musiał atakować, a Husar mógł im na to pozwalać. Pozwalał do koła środkowego. Na swojej połowie umiejętnie zawężał grę, cierpliwie przesuwał całymi formacjami i nie odpuszczał nawet centymetra, choćby na moment. Ot, piłkarska, pomyślana nuda. I pewnie byśmy się tak na śmierć zanudzili, gdyby nie nasz The Special One Marcinek – grający trener, prawy obrońca, mentor i motywator na pół etatu. Zagrzał się niemiłosiernie. Zero rozsądku, zero zimnej krwi, od tej pory zero nudy. A była 70 minuta spotkania. Ciechanowiec wyszedł z groźną kontrą. Kontra stała się jeszcze groźniejsza, kiedy nasi obrońcy nie dogadali się z bramkarzem, zapędzili w kozi róg i na 7 metrze przed pustą bramką zostawili zupełnie nie pilnowanego napastnika. Nieszczęścia chodzą parami, tak więc piłka musiała do niego trafić i trafiła. Nic tylko strzelić gola, no ręce opadają. Ale, ale… nie Marcinkowi! Marcin postanowił nie dopuścić do straty gola i obiema rękami przerzucił nad poprzeczkę piłkę lecącą pod poprzeczkę. Nie ma gola, jest rzut karny i czerwona kartka. W tym momencie grający trener stał się trenerem nie grającym. Gospodarze oczywiście rzut karny wykorzystali. Mało tego, uwierzyli, że zwycięstwo jest na wyciągnięcie ręki a czasu pod dostatkiem.

Jednak końcowe 20 minut to popis determinacji i konsekwencji taktycznej nurzeckiego Husara. Gospodarze grając z przewagą jednego zawodnika zrobili dokładnie tyle, na ile pozwolili im goście. Niewiele. Cierpliwość naszych piłkarzy z początku drugiej połowy osiągnęła poziom maks, a współpraca poszczególnych formacji i graczy na każdej pozycji poziom maks +. Nie to, że COKiS nie zaatakował, ale wszystko w granicach normy. W międzyczasie na boisku pojawili się Tararuj i Dmitruk. Rokita najpierw udowodnił, że jest dobrym bramkarzem, by za chwilę popisać się trenerskim nosem. Kiedy wszystkim dookoła wydawało się, że dzięki odrobinie szczęścia i mądrej grze, Husar wywiezie cenny remis, odrobina szczęścia rozlała się w powódź. Wprowadzona dwójka już w doliczonym czasie gry, przeprowadziła akcję meczu, a piłkę meczową otrzymał Dmitruk. Nie tylko nie zawiódł, ale wprawił w szał radości całą ekipę Husara i wszystkich jego kibiców. Pewnym strzałem w długi róg ustalił wynik spotkania i odebrał miejscowym to, co bezczelnie zagrabili sobie jesienią – 3 punkty i kupę farta.

W tym meczy było wszystko. Walka, determinacja, piękne akcje, sytuacje podbramkowe, strzały, parady bramkarzy, parada trenera, groźne kontry, elementy gry kombinacyjnej, atak pozycyjny, atak na hurra, twarde starcia, sztuczki techniczne, kilka „kanałów”, nieco kontrowersji, gra mądra, gra głupia, zwroty akcji, fart jednych i pech drugich. Wszystko. A co więksi optymiści, mecz porównali do finału Ligi Mistrzów między Bayernem Monachium a Borussią Dortmund. Byliśmy jak Bayern!

COKiS 1-2 Husar Nurzec

Jurek 71(k) – Gronowski 6, Dmitruk 90

HUSAR: Kowalczyk, Rokita, P. Grzyb, D. Wielogórski, M. Zalewski (Miszczuk), Nikiforuk (Dmitruk), Jezierski, Gronowski, A. Miler, M. Wielogórski (Tararuj), Wawrzyniak (Fidut)

Żółte kartki: Rokita, Gronowski

Czerwone kartki: Rokita


Autor: | Dodano: 2015-03-20 20:07:27

Najbliższe spotkanie
Husar Nurzec Krypnianka Krypno

Data: 17.04.2016
Miejsce: Nurzec Stacja
Godzina: 14:00
Kolejka: 16
Ostatnie spotkanie
Tur II Bielsk Podlaski Husar Nurzec
2 0